Sprawa o kota

Leszek Bloch        08 marca 2019        6 komentarzy

Ciekawy artykuł  mec. Błażeja Sarzalskiego o pracy i sukcesach klientów przypomniał mi nie tylko historie moich klientów które już częściowo opisałem na blogu ale i zabawną sprawę o kota. Zabawną z perspektywy czasu – bo wówczas wyzwalała krańcowo odmienne emocje. Aby nawiązać do Dnia Kobiet wspomnę, że sprawę prowadziłem na prośbę kobiety – właścicielki rzeczonego kocura.

A było to mniej więcej tak: około półtora roku temu (ech…jak ten czas leci) zadzwoniła do mnie zestresowana pani prezes zarządu jednej ze spółek, którymi się opiekuję. Sama spółka ma siedzibę w północno-wschodniej części naszego kraju (jeśli zaglądasz tu czasem to wiesz, że działam głównie na tzw. ścianie wschodniej). Pani prezes zadzwoniła w sprawie całkowicie prywatnej. Posiadała mianowicie (i mam nadzieję, że nadal posiada) ukochanego a niesfornego kocura, który – jak to kocur – chadzał swoimi drogami. Mieszkała w bloku i miała „sąsiadów z dołu” z którymi można powiedzieć „darła koty” (i ma nadzieję, że ta sytuacja się zmieniła). Pewnego razu poszukując swojego ulubieńca usłyszała jak kocisko szaleje w mieszkaniu sąsiadów. Drzwi do mieszkania sąsiadów były zamknięte i nikt nie odpowiadał na dobijanie się do drzwi. Okazało się, że sąsiedzi wyjechali na kilkudniowy wypoczynek. Przed wyjazdem sąsiadów kot zapewne niepostrzeżenie wśliznął się z klatki schodowej do ich mieszkania – bo nie podejrzewam ich przecież o działanie celowe (wzajemna sąsiedzka niechęć ma przecież swoje granice). Próby bezpośredniego kontaktu z sąsiadami nie przyniosły rezultatu. Dopiero za pośrednictwem policji udało się z nimi nawiązać rozmowę telefoniczną. Na szczęście wypoczywali w kraju – u rodziny. Niestety oświadczyli, że nie zamierzają skracać pobytu, zaś jak kot zdechnie – to będą dochodzić roszczeń od właścicielki rzeczonego zwierza. Policji udało się ich skłonić do przyjazdu i otwarcia mieszkania. Czynność owa odbyła się w obecności zainteresowanych stron – w asyście funkcjonariuszy. Uwolniono kota, obejrzano mieszkanie na okoliczność ewentualnych szkód i spisano protokół – z którego wynikało, że szkód nie ujawniono i właściciele także ich nie zgłaszają.

Do czasu 🙂 Niedługo potem właścicielka dachowca otrzymała oficjalne wezwanie z – reprezentującej sąsiadów kancelarii radcy prawnego – do zapłaty kilku tysięcy złotych – tytułem odszkodowania (rzędu kilkuset złotych)  i zadośćuczynienia (reszta).

Na tym etapie – na prośbę właścicielki myszołapa – włączyłem się ja 🙂 Czułem się jak rycerz 🙂

Sprawa była może mało prestiżowa ale jakże emocjonująca 🙂 Rozpocząłem korespondencję z pełnomocnikiem sąsiadów. Przerzucaliśmy się argumentami, szermowaliśmy sentencjami, orzeczeniami, podważaliśmy stanowisko strony przeciwnej a własne podpieraliśmy autorytetem znanych komentatorów 🙂

W końcu z uwagi na mały ciężar gatunkowy a wysoki emocjonalny całej sprawy – zaproponowałem mediację. (Może nie jestem zagorzałym zwolennikiem mediacji czemu dałem wyraz np: tutaj ale w niektórych sprawach, które napędzane są emocjami – jest to dobry sposób na ostudzenie tychże i spojrzenie na sprawę z innej perspektywy. Zresztą niekiedy zawieram ugody o czym czasem wspominam).

Spotkanie mające na celu polubowne rozwiązanie sporu obyło się w Ełku bez mediatora a w obecności pełnomocnika sąsiadów zaś ja uczestniczyłem telefonicznie. Niestety nadal nic nie zapowiadało dojścia do porozumienia.

Poprosiłem pełnomocnika strony przeciwnej o bezpośrednią rozmowę i zwróciłem uwagę na błahy charakter sprawy i koszty ewentualnego procesu, które będą niewspółmiernie wysokie do wartości żądania – a wynik przecież wciąż niepewny. Powiedziałem mu też, że co prawda sprawa ta żadnemu z nas sławy nie przyniesie ale obsługa spółki, w której właścicielka kota pełni funkcję prezesa zarządu, jest tak lukratywna, że w tej konkretnej prywatnej sprawie pani prezes – mimo odległości nas dzielącej ja czy inni prawnicy z mojej kancelarii – z przyjemnością będziemy jeździć na rozprawy „po kosztach” a cały proces potrwa… Nie wiem czy ten ostatni argument podziałał ale kilkanaście minut później została zawarta ugoda na satysfakcjonującą właścicielkę kocura kwotę kilkuset złotych. Ja zaś w jej oczach zostałem bohaterem.

Całego smaczku dodaje okoliczność, że pani prezes – jak sama podkreślała – miała wśród bliskich znajomych – co najmniej kilku mecenasów i to zlokalizowanych bliżej miejsca sporu aniżeli ja, ale każdy z nich bądź wprost odmówił, bądź wymigał się od sprawy w mniej bezpośredni sposób (przypomina mi to w pewnym sensie trochę sprawę opisywaną przez mec. Karolinę Sawicką na blogu prawyprofil.pl). Cóż… można powiedzieć, że takie sytuacje weryfikują więzy koleżeńskie. Ja natomiast zyskałem lojalną klientkę, gdyż jak mnie zapewniła – od tamtej pory ze wszystkimi sprawami prawnymi niezależnie czy będą to zawodowe czy prywatne będzie się zwracać do mnie – bez względu na koszty 🙂

To tyle o kocie.

Dołączam serdeczne życzenia dla wszystkich Kobiet 🙂

P.S.

Na lexmonitor.pl nie ma co prawda bloga tematycznego o aspektach prawnych hodowli kotów ale mecenas Agnieszka Łyp-Chmielewska na blogu psi paragraf porusza problematykę prawną hodowli psów rasowych. Polecam 🙂

 

 

Windykacja naruszająca dobra osobiste

Leszek Bloch        25 lutego 2019        3 komentarze

Nie jest łatwo być wierzycielem w dzisiejszych czasach. Z łowcy łatwo można stać się zwierzyną szczutą przez nieprzebierającego w środkach dłużnika, który może korzystać z narzędzi oferowanych zarówno przez prawo karne (zarzut przestępstwa stalkingu) jak i cywilne (powództwo o ochronę dóbr osobistych).

O takich dostępnych dla dłużnika narzędziach pisze mec. Agnieszka Wernik:  (np: tu i tu) na blogu dotyczącym naruszenia dóbr osobistych. Artykuły kierowane są raczej do dłużników – a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 🙂 – ale warto je przeczytać by nie dać się dłużnikowi sprowokować – o co łatwo co w sytuacji, gdy bezskutecznie dopominasz się o zapłatę.

Do orzeczeń przytoczonych przez Panią Mecenas dorzucę  niedawny (12.12.2018) wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie Sygn. akt V ACa 651/17  w którym zasądzono 1000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. Naruszenie było spowodowane nieaktualizowaniem internetowej listy dłużników.

Z uzasadnienia:

Naruszenie przez pozwanego obowiązków wynikających z przepisów ustawy o ochronie danych osobowych spowodowało, że niezaktualizowane dane przez kilkumiesięczny okres prezentowały powoda, jako osobę nie dającą gwarancji rzetelnego wywiązywania się ze zobowiązań kredytowych, co przełożyło się na odmowę udzielania mu karty kredytowej przez bank. Z uwagi na powszechność korzystania w codziennym życiu z usług kredytowych, ograniczenie dostępu do tych usług w wyniku wytworzenia obrazu powoda, jako niewiarygodnego klienta, naruszało jego godność, kreując go jako osobę o wątpliwej wiarygodności. Zaniedbanie pozwanego, które doprowadziło do przedstawienia powoda w złym świetle, jako osoby o wątpliwej rzetelności, naruszyło jego godność i naraziło na przykrości i rozczarowanie.

Reasumując powyższe, Sąd Apelacyjny, odmiennie niż Sąd I instancji, uznał, że zaniechanie pozwanego noszące cechę bezprawności naruszyło dobra osobiste powoda i uczyniło zasadnym jego żądanie przyznania mu zadośćuczynienia pieniężnego na podstawie art. 24 § 1 k.c. w zw. z art. 448 k.c.Podstawowym czynnikiem decydującym o rozmiarze krzywdy jest rodzaj naruszonego dobra osobistego. Takie dobra osobiste jak życie, wolność, zdrowie, dobre imię, a także prawo do prywatności stanowią niewątpliwie dobra szczególne, stąd powinny podlegać wzmożonej ochronie, co przekłada się zarówno na możliwość zasądzenia zadośćuczynienia w konkretnej sprawie, jak i na jego wysokość. Sąd I instancji dokonał zaś błędnej wykładni przepisów regulujących zadośćuczynienie, uznając, iż dla ochrony prawnej wymagają one udowodnienia szkody. Tymczasem strona wykazująca naruszenie jej dóbr osobistych bezprawnym działaniem lub zaniechaniem może żądać zadośćuczynienia bez konieczności określenia rozmiaru poniesionego uszczerbku. Jest to bowiem niezależne od przesłanki wystąpienia szkody w postaci uszczerbku majątkowego. Podstawą przyznania zadośćuczynienia według art. 448 k.c. jest zawinione naruszenie dobra osobistego. Zdaniem Sądu Apelacyjnego, biorąc pod uwagę powyższe rozważania, przesłanka ta w rozpoznawanej sprawie została wykazana.

Niedawno Sąd Najwyższy rozstrzygnął ciekawe zagadnienie prawne dotyczące odpowiedzialności członków zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.

Wątpliwości budziło czy członkowie zarządu sp. zo.o. ponoszą odpowiedzialność za zobowiązania spółki powstałe po ogłoszeniu jej upadłości.

Chodziło w szczególności o zobowiązania zasądzone w sprawie przeciwko syndykowi, w sytuacji umorzenia postępowania upadłościowego z uwagi na brak środków na pokrycie kosztów tego postępowania. W przedmiotowej sprawie chodziło min. o roszczenia pracownicze zasądzone na rzecz powódki od syndyka masy upadłości spółki z o.o. jak również oraz koszty postępowania zasądzone od syndyka na rzecz Skarbu Państwa (gdyż powódka była zwolnionaod tychże kosztów).

Zagadnienie sprowadzało się do tego czy członek zarządu może ponosić odpowiedzialność za decyzje syndyka, w sytuacji umorzenia postępowania upadłościowego z uwagi na brak środków na pokrycie kosztów tego postępowania.

Otóż może: samo ogłoszenie upadłości nie przesądza w żaden sposób o tym, że wniosek ten został złożony w stosownym czasie. Jeśli postępowanie zostało umorzone z uwagi na brak środków to nie spełniło swojego celu. W konsekwencji aktualne pozostaje domniemanie, że wniosek był spóźniony i jeśli pozwany członek zarządu chciałby obalić to domniemanie – to powinien wykazać się w procesie odpowiednią inicjatywą dowodową.

Zagadnienie przedstawił w ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Warszawie, XXIII Wydział Gospodarczy Odwoławczy

i brzmiało ono następująco:

Czy odpowiedzialność członków zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, o której mowa w art. 299 § 1 k.s.h. rozciąga się na zobowiązania spółki powstałe po ogłoszeniu upadłości, w szczególności z tytułu kosztów procesu zasądzonych w sprawie przeciwko syndykowi, w sytuacji umorzenia postępowania upadłościowego z uwagi na brak środków na pokrycie kosztów tego postępowania (art. 361 § 1 pkt 1 ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe i naprawcze)?​

W rozstrzygnięciu w/w zagadnienia Sąd Najwyższy w dnia 30 stycznia 2019 r. podjął uchwałę III CZP 78/18 następującej treści:

​Członek zarządu ponosi odpowiedzialność za zobowiązania spółki z ograniczoną odpowiedzialnością na podstawie art. 299 § 1 k.s.h., powstałe po złożeniu wniosku o ogłoszenie upadłości, w tym również za koszty sądowe zasądzone w sprawie prowadzonej przeciwko syndykowi, jeżeli pozostają w związku ze stosunkiem prawnym istniejącym w chwili złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości.

Nawiązując do poprzedniego wpisu będącego podsumowaniem mojej pracy pełnomocnika procesowego w sądach apelacji lubelskiej w roku 2018 dzisiaj przyjrzę się gdzie zostałem odnotowany w apelacjach innych niż lubelska tj. nie tylko w sądach ościennych apelacji krakowskiej, rzeszowskiej, białostockiej, warszawskiej czy łódzkiej ale także w sądach bardziej odległych apelacji: katowickiej, wrocławskiej czy poznańskiej. Przy okazji wspomnę kto z kolegów publikujących na lexmonitor.pl wspierał mnie w poszczególnych apelacjach.

Sprawy rozpatrywane w  apelacji krakowskiej, rzeszowskiej i białostockiej „ogarniał” mój szczupły zespół natomiast w razie konieczności stawiennictwa przed sądami apelacji warszawskiej, katowickiej czy wrocławskiej posiłkowałem się pomocą miejscowych kancelarii.

I tak: w apelacji warszawskiej wspierał mnie mec. Zbigniew Korsak prowadzący blogi o spółce jawnej i komandytowej, w apelacji katowickiej korzystałem z pomocy mec. Tomasza Kazubskiego piszącego bloga przedsiębiorca w sądzie a w apelacji wrocławskiej zastępował mnie mec. Adam Szurpicki prowadzący bloga o nowym prawie farmaceutycznym. Polecam w/w prawników ponieważ znają się na swojej pracy – co osobiście sprawdziłem 🙂

Wracając do statystyk:

W apelacji białostockiej zakończyłem w minionym roku 2 sprawy:

W apelacji poznańskiej w 2018 roku zakończyłem również taką samą liczbę spraw

 

Podobnie w apelacji wrocławskiej

oraz katowickiej

Liczba spraw w pozostałych (poza lubelską) apelacjach kształtuje się na podobnym poziomie. Wpływa na to niewątpliwie w jakiejś mierze czas i koszt dojazdu – wszak sama trasa Lublin – Wrocław to ok. 500 km w jedną stronę i nie mniej niż 7 godzin jady samochodem 🙂

Podsumowanie roku 2018 na portalu informacyjnym sądów apelacji lubelskiej

Leszek Bloch        31 stycznia 2019        Komentarze (0)

Wzorem lat ubiegłych postanowiłem dokonać podsumowania roku na portalu informacyjnym sądów. Jak można było przewidzieć swoją aktywność procesową skoncentrowałem w sądach apelacji lubelskiej. Jeśli wierzyć danym z portalu informacyjnego sądy apelacji lubelskiej odnotowały mnie jako pełnomocnika w 184 sprawach wniesionych w roku 2018.

Z tego co widzę z podanej wyżej liczby 184 spraw wniesionych do sądów apelacji lubelskiej w 2018 roku – 154 oznaczono jako zakończone zaś 30 jest nadal w toku.

Biorąc pod uwagę sprawy wniesione w  roku 2018 oraz sprawy które „przeszły” z lat ubiegłych to roku 2018 udało się zakończyć łącznie 192 sprawy.

Jeśli zaś spojrzę na dane z portalu z perspektywy wszystkich spraw, w których zostałem odnotowany jako pełnomocnik w sądach apelacji lubelskiej to w ostatnich 10 latach było to 1622 sprawy.

 

Jak możesz się domyślać tak duża (jak na małą kancelarię) liczba spraw wymaga zaangażowania więcej niż jednej osoby. Nie ukrywam, że mogę liczyć w tym zakresie na wsparcie np: mec. Michała Badowskiego który prowadzi bloga obronalekarzawprocesie.pl