Ufaj ale sprawdzaj! O własnoręcznym podpisie na wekslu.

Leszek Bloch        16 września 2015        6 komentarzy

Dobrze wiem, iż relacje biznesowe (zwłaszcza wieloletnie) bazują często (a może głównie) na zaufaniu między kontrahentami – niemniej swoim klientom niezmiennie zalecam zasadę ograniczonego zaufania w obrocie gospodarczym. Jeśli myślisz, że jestem przeczulony i z Twoimi kontrahentami nic podobnego się nie wydarzy  – posłuchaj tej historii:

Jeden z moich klientów od kilkunastu lat sprzedawał towary pewnej spółce z ograniczoną odpowiedzialnością. Członkowie zarządu kupującego handlowali jeszcze z ojcem sprzedawców – zatem można mówić o wieloletniej znajomości i budowaniu zaufania.  Miesięczne obroty z tytułu sprzedaży oscylowały wokół kilkuset tysięcy złotych, roczne dochodziły do dwóch milionów – zatem obrót przez wskazany okres współpracy był także niebagatelny a zaufanie podbudowane wpływami na konto – uzasadnione.

Z uwagi na wysoki limit kupiecki – członkowie zarządu kupującego mieli wraz z małżonkami poręczyć weksle wystawione przez spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.  Obowiązkiem pracowników sprzedawcy było dopilnowanie podpisania weksli. Jak się dopiero później okazało – w stosunku do kupujących od lat współpracujących i obdarzonych zaufaniem – pracownicy sprzedawcy zezwalali na taką praktykę, że kontrahenci sami podpisywali weksle w obecności tychże pracowników po czym zabierali weksle „do domu” i następnego dnia przynosili podpisane nazwiskami poręczycieli np: małżonków wystawców.

Tak było do czasu gdy „sprawa się rypła” – a stało się to w procesie o zapłatę z weksla, gdzie wystawcą była ww. sp. z o.o. (w tym czasie tuż przed upadłością), zaś pozwanymi w procesie – poręczyciele weksla: członkowie zarządu i ich małżonki. Małżonki w zarzutach zaprzeczyły, ażeby podpisy na wekslu należały do nich.

Szczęściem – o treści zarzutów – dowiedziałem się przed ich oficjalnym doręczeniem, toteż miałem trochę więcej czasu na podjęcie działań. Skąd taka sytuacja? – otóż pozwani wraz z zarzutami złożyli wniosek o zwolnienie od kosztów, zaś przed rozpoznaniem tego wniosku, doręczenie zarzutów i oficjalna odpowiedź na nie – nie mogły nastąpić – ja zaś mogłem zapoznać się z aktami w sądzie.

Smaczku dodawał fakt, iż pozwani – aczkolwiek sami podpisali zarzuty – to sądząc z treści pism procesowych oraz -jak wskazał późniejszy tok procesu – ewidentnie kierowani byli ”z tylnego fotela” przez profesjonalnego pełnomocnika, który zamierzał ujawnić się w stosownym czasie.

W przypadku weksla można w uproszczeniu powiedzieć, że „odpowiada się za podpis” tj. kto weksla nie podpisał (ani nie upoważnił nikogo do podpisania weksla w swoim imieniu) nie odpowiada wekslowo.

Gra toczyła się zatem o dwie stawki: dochodzone roszczenie, które mogło być oddalone i koszty procesu zasądzane od strony przegrywającej.

Co robić w takiej sytuacji?

Ponieważ proces dotyczył dużej sumy, zarzutów jeszcze mi oficjalnie nie doręczono, zaś pełnomocnik pozwanych nie ujawnił się jeszcze w procesie (nie powstało z tego tytułu roszczenie o koszty zastępstwa), zdecydowałem się na skorzystanie z pozaprocesowej, prywatnej opinii biegłego z zakresu pisma ręcznego. Wedle ww. opinii: poręczyciele – pozwani członkowie zarządu złożyli swoje podpisy własnoręcznie, ponadto jeden z nich podpisał się też imieniem i nazwiskiem swojej małżonki jako poręczyciela, zaś podpis żony drugiego z członków zarządu nie należał do żadnego z pozwanych (podpis złożyła nieznana osoba).

Mając ww. wiedzę mogłem cofnąć pozew w stosunku do pozwanych małżonek członków zarządu- przed wstąpieniem do sprawy ich pełnomocnika. Uczyniłem to niezwłocznie, ale i tak – z uwagi na czas niezbędny na uzyskanie opinii – na dwa dni przed terminem rozprawy. Jak się okazało udało mi się to przysłowiowym „rzutem na taśmę” – bowiem na rozprawę przybył (sąd nie był w stanie doręczyć pozwanym zawiadomienia o odwołaniu terminu) i ujawnił się pełnomocnik pozwanych małżonek z pełnomocnictwem i żądaniem zasądzenia kosztów zastępstwa. Ponieważ ujawnił się po cofnięciu pozwu w stosunku do małżonek członków zarządu – sąd nie zasądził od przegrywającego w tym zakresie powoda – kosztów zastępstwa w wysokości 7200 zł x 2 :). Pełnomocnik pozwanych – dosyć znane nazwisko krakowskiej palestry (na które trafiam niestety często przy procesach o duże kwoty wobec tamtejszych pozwanych:), człowiek z dużym doświadczeniem i nietuzinkowymi pomysłami w procesie – zawalczył jeszcze o ww. koszty zastępstwa – ale bezskutecznie, zatem tamta runda należała do mnie :).

Jaki był finał tej historii? Niestety mało optymistyczny. Jeśli chodzi o postępowanie cywilne – to z mojego punktu widzenia – można by rzec: „pyrrusowe zwycięstwo” bowiem następstwem tego wygranego procesu były:

  • bezskuteczna egzekucja w stosunku do członków zarządu
  • cofnięte powództwo w stosunku do małżonek członków zarządu – a one były właścicielami majątku z którego zamierzał się zabezpieczyć powód pozostający w przekonaniu o autentyczności podpisów
  • skazujący wyrok karny (w zawieszeniu) w stosunku do członków zarządu, ale z uwagi na uprzednie postępowanie cywilne – bez obowiązku naprawienia szkody – zatem nic nie wnoszący dla wierzyciela

Możesz mi zarzucać, że zalecenie – zawarte w tytule niniejszego posta – nawiązujące do rosyjskiego powiedzenia (Доверяй, но проверяй), kojarzy się z czasami słusznie minionymi i doktryną totalitarnego państwa sowieckiego z jego najbardziej opresyjnego okresu, zatem nijak przystaje do zasad wolnego rynku – ale czy po lekturze ww. historii nie wydaje się trafne?

Aby nie kończyć wpisu w minorowym nastroju wskażę na edukacyjny wymiar tej historii, gdyż wierzyciel od tamtej pory wprowadził bezwzględny wymóg, aby podpisanie weksla odbywało się w obecności jego pracownika, który na dowód tej okoliczności miał obowiązek złożyć pisemne oświadczenie.

{ 6 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Lech | blog o wekslach Wrzesień 17, 2015 o 07:38

„kto nie weksla podpisał” – coś niegramatycznie wyszło 😉 Natomiast zamiast obecności pracownika czasem wygodniej (i taniej!) będzie poprosić o notarialne poświadczenie podpisu od osób, które się miały by podpisać „na odległość”. Ponadto ciekawy problem – czy po ustaleniu która to „nieznana osoba” podpisała się imieniem i nazwiskiem drugiej małżonki można ją pociągnąć do odpowiedzialności wekslowej (wszak to jej podpis jest na wekslu) – czyli „czy fałszerz podpisu na wekslu sam odpowiada wekslowo”.

Odpowiedz

Leszek Bloch Wrzesień 17, 2015 o 10:40

Dzięki za uwagę – pisałem dosyć późno i autokorekta nie zadziałała:). Notarialne poświadczenie podpisu jest zdecydowanie wygodniejsze dla wierzyciela – natomiast konieczność wizyty u notariusza z jakiś względów napotyka na opór kontrahentów dlatego w celu maksymalnego udogodnienia dla kupujących przedsiębiorców pracownik sprzedawcy (wierzyciela) jedzie do domu kupującego i tam składane są podpisy. „Frontem do klienta” :). W omawianej sytuacji podpis sfałszował inny poręczyciel który sam już odpowiadał wekslowo – zatem nie mógł odpowiadać podwójnie niemniej z uwagi na potencjalne występowanie podobnych sytuacji w rzeczywistości pytanie „czy fałszerz podpisu na wekslu sam odpowiada wekslowo ?” wydaje się bardzo aktualne.

Odpowiedz

Kamil Wrzesień 17, 2015 o 08:05

Bardzo ciekawy wpis. Wielokrotnie spotykam się z podobnymi praktykami nadmiernego zaufania u przedsiębiorców i niestety często tłumaczenie że może z tego wyniknąć coś niedobrego jest bezskuteczne, aż do momentu gdy się faktycznie coś większego stanie…

Odpowiedz

Leszek Bloch Wrzesień 17, 2015 o 10:45

Zaufanie leży być może w naszej naturze i sam często się łapię na łatwowierności w życiu prywatnym:), niemniej biznes to biznes i świadomy przedsiębiorca powinien patrzeć szerzej i dalej i przewidywać sytuacje że kiedyś może pójść coś nie tak i co wówczas.

Odpowiedz

Wojtek Rudzki - spolkacywilna.info Wrzesień 18, 2015 o 11:31

Konkluzja jest chyba następująca: z punktu widzenia wierzyciela weksel powinien być podpisany w obecności wierzyciela albo u notariusza.

Z osobistego doświadczenia wynika, że to właśnie podpisy poręczycieli (zazwyczaj małżonków) są największym problemem – bo z bezpośrednim kontrahentem wierzyciel spotyka się zazwyczaj osobiście.

Skala problemu zwiększa się od strony praktycznej wraz z ilością weksli zbieranych przez wierzyciela i innym niż typowo stacjonarny modelem prowadzenia działalności (np. innym niż klient przychodzi do banku). Rzadko udaje się przeprowadzić procedurę podpisania weksla z podpisem notarialnie poświadczonym ze względów organizacyjnych, a wtedy opieramy się na tzw. zaufaniu w obrocie gospodarczym…

Odpowiedz

Leszek Bloch Wrzesień 18, 2015 o 14:36

Tak jest w istocie. Dlatego wierzyciel może wysłać pracownika do swojego kontrahenta – przedsiębiorcy – bowiem można go częściej zastać w miejscu prowadzenia działalności zaś małżonka kontrahenta – jeśli nie prowadzą działalności wspólnie – sporadycznie.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Dziękuję, że chcesz skomentować mój artykuł! Jednak jeśli szukasz pomocy w swojej sprawie to musisz wiedzieć, że moja odpowiedź ma charakter odpłatny. W tym celu skontaktuj się ze mną, korzystając z zakładki Kontakt.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: